Szkółkarstwo w USA

Autor: Alicja Cecot

Archiwum Szkółkarstwa

Szkółkarstwo w Stanach Zjednoczonych wyraźnie odbiega od europejskiego, tak jak ten kraj — od Starego Kontynentu. Dla przybysza zza Oceanu uderzające są przede wszystkim imponujące rozmiary wielu szkółek i skala tamtejszej produkcji, a także sposób zarządzania przedsiębiorstwami i organizacja pracy. Różnic jest jednak znacznie więcej, choć nietrudno znaleźć również podobieństwa do tego, co oglądamy w okolicach Boskoop, Oldenburga czy Pistoi, a coraz częściej i u nas. Poniżej przedstawiam pierwszą część moich spostrzeżeń na temat amerykańskiej produkcji ozdobnych drzew, krzewów oraz bylin, będącą plonem tegorocznej wycieczki do USA członków Związku Szkółkarzy Polskich, którym towarzyszyłam.

O oregonie

Produkcja drzew i krzewów dominuje w stanie Oregon leżącym na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Łagodny klimat tamtego regionu, modyfikowany wpływami Pacyfiku, duża ilość opadów (średnio w roku — 1300 mm) i ich korzystny rozkład sprawiają, że okres wegetacyjny jest tam długi — trwa aż 8 miesięcy. Wzrostowi i rozwojowi roślin drzewiastych sprzyjają ponadto w Oregonie dobre — gliniaste, lecz przepuszczalne — gleby. Wszystko to powoduje, że cykl produkcyjny może być nawet o połowę krótszy (fot. 1) niż w, położonych na tej samej szerokości geograficznej, wschodnich stanach USA, o klimacie zbliżonym do naszego.

FOT. 1. JEDNOROCZNE OKULANTY JESIONU AMERYKAŃSKIEGO (FRAXINUS AMERICANA) WYPRODUKOWANE W STANIE OREGON

Nic dziwnego, że od 8 lat sprzedaż roślin w Oregonie z roku na rok się zwiększa. W 1998 r. jej wartość wyniosła w przypadku drzew i krzewów z „gołymi” korzeniami prawie 110 mln USD, tych z bryłą korzeniową (m.in. balotowanych) — 85,5 mln USD, a kontenerowych — 188,5 mln USD. Ten ostatni sposób produkcji generuje w szkółkach największe przychody. Na przykład, w firmie J. Frank Schmidt & Son, o areale 1200 ha, prowadzącej różnorodną produkcję — od siewek, poprzez drzewa alejowe, po krzewy pojemnikowe — te ostatnie, uprawiane na powierzchni 30 ha (1/40 ogólnej powierzchni), przynoszą 1/3 wpływów.

Hossa, zwłaszcza na rynku bylin

Ogólnie amerykańskie szkółkarstwo przeżywa hossę, wraz z gospodarczym rozkwitem USA i — towarzyszącym dobrej koniunkturze — boomem w budownictwie. Ten ostatni rodzi bowiem coraz większe zapotrzebowanie na rośliny do obsadzania domów oraz obiektów użyteczności publicznej, kupowane przede wszystkim przez firmy, które urządzają tereny zieleni.
Szczególnie intensywnie, notabene najdynamiczniej w całej amerykańskiej branży roślin ozdobnych, rozwija się produkcja bylin, z których najważniejsze to: funkia (Hosta sp.), liliowiec (Hemerocallis sp.), kosaciec (Iris sp.), piwonia (Paeonia sp.), tawułka (Astilbe sp.), ale coraz większego znaczenia nabierają żurawki (Heuchera sp.) bądź ozdobne trawy. Rozkwitowi byliniarstwa sprzyja m.in. intensywna hodowla, z której słynie amerykańska firma Terra Nova z miejscowości Canby w stanie Oregon. Nic dziwnego, że w USA codziennością są np. „żywopłoty” z liliowców, ciągnące się wzdłuż ulic czy nawet dróg szybkiego ruchu, a także nasadzenia z niezwykle atrakcyjnych odmian krwawnika pospolitego (Achillea millefolium — fot. 2), u nas zupełnie niedocenianego.

FOT. 2. ATRAKCYJNA ODMIANA’ 'PAPRIKA’ KRWAWNIKA POSPOLITEGO

Łączna sprzedaż bylin w USA wyniosła w ubiegłym roku 642 mln USD. Ich produkcją zajmuje się tam obecnie około 7400 zakładów. Dziedzina ta wykracza zresztą poza tradycyjne szkółkarstwo i staje się coraz częściej domeną ogrodników-„szklarniowców”, specjalizujących się w roślinach rabatowych lub doniczkowych. Jednocześnie szkółkarze — nie zmieniając profilu — przenoszą sporą część upraw bylin z pola pod osłony (fot. 3) i skracają w ten sposób cykl produkcji.

FOT. 3. BYLINY CORAZ CZĘŚCIEJ UPRAWIA SIĘ POD OSŁONAMI

Oprócz tej tendencji oraz poszerzania asortymentu gatunków i odmian, charakterystyczne jest oferowanie bylin w większych pojemnikach — o średnicy 10 i więcej centymetrów (fot. 4).

FOT. 4. FUNKIE W DUŻYCH POJEMNIKACH

Głód nowości

Urozmaicanie oferty dotyczy nie tylko bylin. Ciągłe poszukiwanie nowości to powszechne zajęcie amerykańskich szkółkarzy. „Łowcy roślin” korzystają przy tym z darów natury, która w Stanach Zjednoczonych jest niezwykle różnorodna i hojnie nagradza wytrwałych poszukiwaczy. Jednym z typowych rejonów, z których docierają na rynek „nowości”, są Góry Skaliste, źródło m.in. wielu odmian pochodzących z „czarcich mioteł”.
Wzbogacanie asortymentu jest szczególnie istotne dla szkółek „młodzieży”. Firma Spring Meadow Nursery z Grand Haven w stanie Michigan, o takiej właśnie specjalizacji, poszukuje nowości na całym świecie, w tym u hobbystów, którzy często posiadają w swoich ogrodach ciekawe mutanty. Aby ułatwić sobie dotarcie do takich zasobów, przedsiębiorstwo to uruchomiło nawet bezpłatny numer telefonu. Podkreśla się zarazem, że krzewy obecnie poszukiwane powinny mieć niewielkie rozmiary i zwarty pokrój, odznaczać się ciekawym kolorem liści, być łatwe w pielęgnacji, dobrze wyglądać w pojemniku dłużej niż tylko jeden sezon. Każda szkółka stara się posiadać takiego asa atutowego. W przypadku drzew, wśród których najważniejszy w Stanach Zjednoczonych jest klon, jednym z obiecujących produktów ma być odmiana 'Escimo Sunset’ jawora (Acer pseudoplatanus) produkowana w szkółce Buchholz & Buchholz w Oregonie (fot. na okładce).

Nie tylko giganci

Specyfiką amerykańskiego szkółkarstwa są gigantyczne przedsiębiorstwa, z których największe mają powierzchnię sięgającą 2000 ha. Takie „fabryki” roślin rozlokowane są zazwyczaj w kilku miejscach (nawet kilku stanach USA), przy czym w kraju tym powiększanie upraw nie stanowi problemu, gdyż nie brakuje taniej ziemi (za tanią w stanie Michigan uznaje się tę w cenie 100 tys. USD/ha). Do gigantów należy Monrovia, druga co do wielkości szkółka Stanów Zjednoczonych, posiadająca trzy oddziały — każdy o powierzchni około 600 ha — zatrudniające po 400–600 pracowników. W firmie tej wartość rocznej sprzedaży pojemnikowych krzewów i bylin oraz „młodzieży” wynosi 90 mln USD. Produkcję w toku szacuje się na 30 mln roślin. W innej wielkiej szkółce, wspomnianej już firmie Schmidt & Son, zatrudnia się pięciuset (w okresie spiętrzeń — 650) ludzi, a właściciel przedsiębiorstwa lustruje szkółkę z samolotu. Siódma co do wielkości szkółka USA, Zelenka Nurseries, która główną siedzibę ma w Grand Havens (stan Michigan), zajmuje w sumie powierzchnię 480 ha, a roczna sprzedaż oceniana jest na mniej więcej 9 mln roślin. Do grona „gigantów” można zaliczyć też 160-hektarową szkółkę Iseli z Oregonu (fot. 5), w której zatrudnia się 200 osób, choć ta powierzchnia wydaje się — w warunkach amerykańskich — zupełnie przeciętna.

FOT. 5. CHARAKTERYSTYCZNE DLA USA SĄ WIELKIE SZKÓŁKI

Obok dużych przedsiębiorstw, konkurencyjnych ze względu na różnorodny asortyment, niskie koszty jednostkowe oraz dobrą organizację handlu, w Stanach Zjednoczonych jest też miejsce dla niewielkich, kilkuhektarowych rodzinnych przedsiębiorstw, które znalazły dla siebie niszę na rynku. Do tego typu firm należą Buchholtz & Buchholz (7 ha), specjalizująca się w produkcji szczepionych form (fot. 6), czy Stanley & Sons (4 ha), oferująca rzadkie rośliny (fot. 7), w tym około 200 odmian krzewów iglastych z „czarcich mioteł”.

FOT. 6. JEST TEŻ MIEJSCE DLA KILKUHEKTAROWYCH GOSPODARSTW
FOT. 7. JEDNYM ZE SPOSOBÓW ZNALEZIENIANISZY NA RYNKU JEST OFEROWANIE RZADKICH ODMIAN (TU: STRZELISTY KLON CUKROWY 'NEWTON SENTRY’)

Szansę egzystencji, pomimo stosunkowo małej powierzchni uprawowej, mają też firmy zajmujące się — popularną w USA — sprzedażą wysyłkową. Do takich należy Heirloom Old Garden Roses (5 ha), gdzie produkuje się róże w małych pojemnikach (fot. 8), a jednocześnie prowadzi hodowlę nowych odmian.

FOT. 8. SPRZEDAŻ WYSYŁKOWA, MIĘDZY INNYMI RÓŻ, TO POPULARNA W USA FORMA HANDLU ROŚLINAMI

Brak postów do wyświetlenia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.