Branża szkółkarska oczami Andrzeja Kujawy, prezesa ZSzP. Jaką jest jej przyszłość?

fot. I. Stelmasiewicz

Branża szkółkarska jest wspierana przez powołany jesienią 1991 r. Związek Szkółkarzy Polskich. To jedyna w Polsce organizacja skupiająca producentów ozdobnego materiału szkółkarskiego. Od początku jej założeniem było zrzeszenie szkółkarzy spełniających określone, wysokie wymagania, m.in. dotyczące jakości oferowanego towaru. W ciągu 33 lat jej działalności polskie szkółki bardzo się rozwinęły i nie ustępują już konkurencji z krajów zachodniej Europy. O kondycji branży, mocnych stronach rodzimych gospodarstw szkółkarskich i zagrożeniach na tym rynku rozmawiam z Andrzejem Kujawą, prezesem Związku Szkółkarzy Polskich.


– Które z działań organizacji, którą Pan kieruje od listopada ub.r., przyniosły Pana zdaniem największe korzyści podczas jej dotychczasowej działalności?

Andrzej Kujawa: Takich korzystnych działań było bardzo dużo. Wymienię te, moim zdaniem, najbardziej znaczące.

Po pierwsze, spopularyzowanie roślin ozdobnych, pokazanie ich walorów dekoracyjnych, a co za tym idzie – przyczynienie się do transformacji polskich ogrodów przydomowych z produkcyjno-warzywnych na rekreacyjno-wypoczynkowe.

Tak było w latach 90. ub.w. Związek zainicjował wystawę szkółkarską, która rozwinęła się, stała się znaną marką, a od zeszłego roku uzyskała rekomendację AIPH (Międzynarodowa Organizacja Producentów Ogrodniczych). Stowarzyszenie stworzyło „Katalog Roślin”, który był bestsellerem na rynku księgarskim i do dziś wykorzystywany jest przez wielu ogrodników.

Kolejnym krokiem było zbudowanie internetowego katalogu roślin, który jest uznany za najwiarygodniejszy zarówno wśród profesjonalistów, jak i amatorów. Dzięki „Zaleceniom jakościowym dla ozdobnego materiału szkółkarskiego” zostały uporządkowane nazewnictwo i normy jakościowe oraz wyjaśnione pojęcia – publikacja została uznana za wzorzec.

Pośrednio napędzamy hodowlę nowych odmian, np. poprzez Konkurs Roślinnych Nowości. Jest on uważany za jeden z najbardziej prestiżowych konkursów, a uzyskane na nim medale są powodem do dumy.

ZSzP przez lata swej działalności stał się najbardziej wiarygodnym partnerem do rozmów dla decydentów i ma realny wpływ na przepisy i obowiązujące prawo dotyczące ogrodnictwa, oczywiście na miarę swych możliwości doradczych.

Jednak za największy sukces tej organizacji uważam wypracowanie wysokiej reputacji w społeczeństwie, lokalnym środowisku ogrodniczym. Sam z tego korzystam, z dumą oznaczam swoją szkółkę logiem stowarzyszenia.

Jako rzadziej wymieniane, a równie istotne korzyści zaliczyłbym integrację szkółkarskiej rodziny, rozwijanie wspólnych zainteresowań, wycieczki branżowe pozwalające na budowanie wspólnoty, atmosferę szacunku pomiędzy członkami związku, która nierzadko zbudowała przyjaźnie na lata. Mimo że jesteśmy konkurentami, potrafimy ze sobą współpracować i wzajemnie się wspierać i nie mówię tu tylko o gospodarczych koneksjach.

– Na przestrzeni trzech dekad produkcja szkółkarska w Polsce zbliżyła się do europejskiego, a nawet światowego poziomu. Jakie, Pana zdaniem, są mocne strony rodzimych szkółek? Dzięki czemu mogą uzyskać przewagę konkurencyjną?

A.K.: Od razu nasuwa mi się myśl o dopasowaniu roślin wyprodukowanych w szkółkach miejscowych do lokalnych warunków klimatycznych, do tutejszych zawirowań pogodowych, coraz trudniejszej sytuacji hydrologicznej, do specyfiki mikroklimatu. To główny argument za wybieraniem materiału z polskich szkółek, uprawianego w nich od matecznika do gotowego produktu szkółkarskiego.

Oczywiście, jeżeli łagodne zimy będą się nadal powtarzać, a takie są prognozy, argument ten będzie miał coraz mniejsze znaczenie. Moja praktyka szkółkarska i rozmowy z poszukiwaczami roślin wyraźnie wskazują, że o mrozoodporność od kilku lat praktycznie nikt już nie pyta.

Osobiście nie podzielam tego optymizmu, bo to nie tylko skrajnie ujemne temperatury będą decydować o sukcesie uprawy. Historia powstawania rośliny, proces uprawy i produkcji odbywający się w miejscowych warunkach pozwala unikać niedopasowania klimatycznego. To nadal główna przewaga naszej produkcji.
Warto to podkreślać i pokazywać większą odporność polskich roślin na przeciwności pogodowe.

Szkodniki i choroby, których nie znaliśmy, trafiają do nas najczęściej wraz z importowanymi roślinami, a będą pewnie pojawiać się nowe. Zaawansowana, biurokratyczna machina paszportowania roślin tego nie powstrzyma. To kolejny argument świadczący o przewadze lokalnych szkółek. Zdobyć nowych nabywców roślin można tylko jakością i to też punkt przewagi.

Koleją wartością lokalnych firm szkółkarskich może być świadomość konsumencka. Coraz częściej tak się dzieje, że patriotyzm gospodarczy, wspieranie naszej miejscowej firmy swoimi decyzjami zakupowymi mają znaczenie. Filozofia taka istnieje w wielu zachodnich destynacjach gospodarki. To oczywiście niepisane prawo, ale może być równie skuteczne, jak doskonała ustawa czy odgórny dryl administracyjny. W niektórych segmentach grup roślin ciągle mamy atrakcyjne ceny porównywalnych produktów. Tego jednak raczej nie uda się utrzymać już zbyt długo.

– Jakie Pan widzi zagrożenia dla polskiego szkółkarstwa? Czy są obszary, na których producenci roślin ozdobnych będą musieli skupić swoją uwagę? Jaką rolę Związku widzi Pan w tym zakresie?

A.K.: Żyjemy w dynamicznych, dość niepewnych czasach, gdzie trudno przewidywać przyszłość. To, co dzisiaj wydaje się oczywiste, może po roku być nieaktualne. Jednak, gdybym miał takie zagrożenia dla szkółkarstwa wskazać, to wydaje się, że będziemy mieć coraz większe problemy z zatrudnianiem nowych, młodych pracowników.

Moim zdaniem bardziej wynika to z nieporozumienia, nieprawdziwego wizerunku tej pracy, którą określa się jako „robotę w ziemi”, z czym się nie zgadzam. W szkółce można dopracować się reputacji znawcy roślin, wyjątkowo rzadkiej i poszukiwanej specjalizacji doradcy ogrodniczego, specjalisty – sprzedawcy roślin. To elita pracownicza szkółek.

Drugim zagrożeniem mogą być coraz to nowe, do tej pory nieznane szkodniki i choroby, przy jednoczesnym wycofywaniu z obrotu pestycydów, co ma swoje uzasadnienie dla naszego zdrowia i ochrony przyrody.

Człowiek zachowuje się trochę tak, jakby chciał mieć ciastko i je zjeść. To się nie uda. Przeszkodami w prowadzeniu każdej działalności gospodarczej są biurokracja i administracyjne przeszkody. O tym mówią przedsiębiorcy, ale nie stanowią statystycznej wyborczej większości.

Zagrożeniami, o których się nie mówi, są specyficzna filozofia życia lub chwilowe mody ogrodnicze. Na razie nie jest to jeszcze problem, ale np. „dzikie” ogrodnictwo, lasy kieszonkowe, czwarta przyroda mogą być dla nas sprzymierzeńcem, jednak te wersje skrajnie ortodoksyjne, mówiące, że co się samo wysieje, tak zostaje, a ingerencja ogrodnika jest zbędna, wymaga wyjaśnień, edukacji i odróżnienia kultury ogrodniczej od dowolności i przypadkowości.

To też temat na spotkanie w „klubie dyskusyjnym”. Związek będzie w tych „klubach” uczestniczył, zabierał głos, publikował, wspierał te filozofie korzystne dla dobrostanu ogrodniczego, a rozwiewał mgłę niepewności, by światło wiedzy wszędzie dochodziło. Mimo wszystko jestem optymistą. Uważam, że przed polskim szkółkarstwem jest dobry czas, ma ono szansę na stabilność, bo taki boom nieustannego wzrostu, jaki miał miejsce na przełomie wieków, chyba już się nie powtórzy.

– Czym argumentuje pan swoje prognozy na dobrą przyszłość przed branżą szkółkarską? Jakie są tego zapowiedzi?

A.K.: Najbardziej sprzyja nam rosnąca świadomość ochrony przyrody, korzystnego wpływu roślin na zdrowie, nie tylko fizyczne, ale nawet na poprawę obyczajowości, łagodzenie stosunków międzyludzkich, co jest udowodnione „szkiełkiem i okiem” naukowców.

Coraz większe zainteresowanie klimatem i środowiskiem przyrodniczym, troska o dobrostan naszej planety, co by o tym nie sądzić, to zagadnienia, w które bez większego problemu możemy się wpisać jako producenci spełniający te oczekiwania. To nasza największa szansa na dobre ulokowanie swojej działalności w społeczeństwie.

Polacy pokochali rośliny i chcą się nimi otaczać, najpierw dlatego, bo ładne, dekoracyjne. Później nastąpi „odkrycie” możliwości roślin w poprawie jakości naszego życia. To proces, który trwa, jesteśmy na początku bardziej świadomego, opartego o wiedzę naukową ogrodnictwa.

Osobiście lubię podróże po swoim kraju, ale jednośladem, dzięki czemu więcej mogę zaobserwować. Rozwijające się budownictwo mieszkaniowe daje nam jeszcze możliwości zbytu roślin na kilka dekad. Poza tym będą następowały przebudowy ogrodów źle zaprojektowanych, z pułapkami trawnikowymi, nadmiernie zagęszczonymi lub zbyt rzadko obsadzanymi skwerami.

Oczywiście nasze miasta, miasteczka, a nawet wiejskie skwery wymagają powrotu do zieleni, kruszenia betonów, także tych mentalnych.
To wszystko będzie postępować, nie wiem w jakim tempie, ale społeczeństwo już tego się domaga, choć nie wszędzie światełko wiedzy o wartości żywej flory w tym samym tempie dociera.

– Jak wygląda dzisiejszy szkółkarz? Jak zmieniło się spojrzenie producentów na branżę i funkcjonowanie na tym rynku?

A.K.: Współczesny szkółkarz to przedsiębiorca, coraz bardziej skupiony na zarządzaniu swoim kapitałem, na ekonomicznej rozwadze, na opłacalności produkcji. Większość szkółek będzie miała swych sukcesorów.

Obserwuje się zmianę pokoleniową, sukcesja firm na młodsze pokolenie korzystnie wpływa na te szkółki. Młodzi mają bardziej pragmatyczne spojrzenie na działalność, a to dobrze, bo świadczy o odpowiedzialności.

Trochę mnie zastanawia mniejsze zainteresowanie tych osób roślinami, które oceniają tylko przez pryzmat budżetu, brak wiary w możliwość wypromowania nowości gatunkowych. Oczywiście są i takie firmy, które nie mają swych sukcesorów. Trudno powiedzieć, jaka będzie ich przyszłość. Zadecyduje ekonomia.

Dzisiejszy szkółkarz nie może być tylko dobrym producentem, znawcą flory. To za mało. Musi umieć poruszać się w przestrzeni internetowo-wirtualnej, tam coraz więcej się dzieje. Łatwiej znaleźć pracownika w mediach społecznościowych, niż w Urzędzie Pracy. Trzeba nadążać za tymi przemianami. Nie będę odkrywczy, gdy powiem, że zdecydowanie skuteczniejsi w tej przestrzeni są przedstawiciele młodszych pokoleń. Jednak najkorzystniejsze dla przyszłości szkółek jest połączenie wiedzy i doświadczenia założycieli z wiedzą młodych.

– Na jakich działaniach ZSzP będzie chciał koncentrować się w najbliższych latach? Jakie są największe wyzwania dla tej organizacji?

A.K.: Związek Szkółkarzy Polskich ma statut i misję, która mówi o popularyzacji wiedzy o roślinach i ich znaczeniu dla człowieka zmęczonego, zabieganego, pełnego stresu. Ogród daje mu wytchnienie, a nawet poprawia stan zdrowia.

Piękno każdy dostrzega, to główny argument za tym, żeby otaczać się zielenią. Jednak wiedza o pozadekoracyjnych wartościach flory jest ciągle niewystarczająca. Pokazanie wartości drzew, krzewów, bylin to kolejne zadanie dla naszego stowarzyszenia.

Zdolności roślin do oczyszczania powietrza i pochłaniania zanieczyszczeń, udział w produkcji tlenu, a nawet pochłanianie metali ciężkich z gleb, wpływ przeciwerozyjny to wiedza wymagająca popularyzacji. Korzystać z tego będzie cała zielona branża. Uważam, że największym dla nas zadaniem jest pokazanie tych mało znanych cech roślin i tego, kto je produkuje, kto jest tak naprawdę ekologicznym wytwórcą produktu wychodzącego ze szkółki. Myślę, że podobnie jak niektóre dzieci uważają, że mleko pochodzi z marketu, analogicznie jest czasem z roślinami.

W związku z zamknięciem się rynków wschodnich, by nadprodukcja nie zepsuła naszej ekonomii, konieczne będzie poszukiwanie innych zewnętrznych rynków zbytu.

Największe wyzwanie dla naszego stowarzyszenia to utrzymanie dobrej reputacji w społeczeństwie. Żyjemy w czasach zamętu, wszystkowiedzących i potrafiących „udowodnić” najbardziej niesamowite rewelacje jako jedyną prawdę nie do podważenia. Naszym zadaniem jest spokojne propagowanie wiedzy o roślinach, wskazywanie, kto je produkuje, oraz pokazanie, że jednym z naszych zadań, zapisanym w statucie, jest dobrostan przyrody. ZSzP zawsze brało na siebie zadania trudne, bo łatwe są dla mało aktywnych. Dlatego zapraszam kolejne szkółki, które jeszcze się nie zdecydowały na członkostwo, bo tylko w grupie głos nasz będzie słyszany, rozważany i poważnie traktowany, a osoby aktywne mogą w naszej grupie się realizować, a nawet budować własną markę osobistą.

Dziękuję za rozmowę
Rozmawiała Ilona Stelmasiewicz

Brak postów do wyświetlenia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.